Nadzieja, którą w sobie noszę tak naprawdę mnie zabija. Bo z dnia na dzień przekonuję się tylko bardziej, że tak naprawdę mam nadzieję na coś niemożliwego. Na bycie kimś, kim pragnę być, lecz mam świadomość, że nigdy nie będę...bo wiem, że ludzie się nie zmieniają. W gruncie rzeczy odkrywają tylko kolejne twarze, odszukują w sobie cechy, których wcześniej nie ujawniali, ale które były w nich już dawno zagnieżdżone. Dlatego wiem, że ja się nie zmienię, a na odkrywanie samej siebie nie mam siły.
Czuję jak gniję od środka, jak umieram z dnia na dzień, chociaż chcę walczyć i czasami czuję, że dam radę. Lecz przychodzą chwile, kiedy zdaję sobie sprawę jak bardzo się oszukuję...Bo problem jest we mnie, niby niepozorny, a tak naprawdę ma tak wiele wymiarów, że nie sposób się z nim zmierzyć. To musiałoby pewnie trwać miesiącami, a ja nie mam czasu. Poza tym zdaję sobie sprawę z tego, jak łatwo się poddaję, chyba taka już moja natura. I nie piszcie mi, że mam być silna, bo wcale nie tego mi potrzeba...Spytacie w takim razie "czego do cholery chcesz dziewczyno?", nie wiem...może jakiegoś niezidentyfikowanego impulsu, czegokolwiek co pozwoliłoby mi wierzyć, że moja nadzieja jednak nie jest bezsensowna.
Każdy mi powie, że jestem jeszcze młoda i całe życie przede mną...ale życie jest po to by korzystać z niego tu i teraz, a nie gapić się bezsensownie w przyszłość powtarzając sobie każdego dnia ileż to wspaniałych rzeczy na nas czeka, dlatego takie słowa nie do końca do mnie trafiają.
Skoro nie żyję dzisiaj, oznacza to, że nie korzystam z życia w ogóle...Przeszłość w gruncie rzeczy się nie liczy, z niej pozostają tylko gorsze i lepsze wspomnienia oraz doświadczenia. Przyszłość tak samo nie ma większego znaczenia, bo pozostaje wciąż nieodkryta. Zyskuje na znaczeniu dopiero wtedy, kiedy staje się teraźniejszością.
Pewnym biegom zdarzeń musimy się poddać, wobec niektórych rzeczy jesteśmy bezsilni. Jedyne na co mamy wpływ to właśnie teraźniejszość. A ja ją marnuję z każdą sekundą, te chwile uciekają i nie wrócą. Jeżeli nie wykorzystam ich teraz, los nie da mi drugiej szansy, nie w tym przypadku.
Muszę się obudzić, otworzyć oczy lub znaleźć inną drogę... Zmienić swój punkt widzenia, bo moje poglądy doprowadzają mnie jedynie do wniosku, że rzeczywiście to co robię nie ma sensu. Może to ja sama siebie niszczę?